Czym są dla nas kwiaty?

One nie rosną na kamiennej glebie naszych ulic. Aby je zerwać, nie dość nachylić się i beztrosko wyciągnąć rękę. Odgrodziliśmy się od nich nurami domów, zgrzytem motorów, szarzyzną i pośpiechem wielkomiejskich nocy i dni. Ale tęsknimy za nimi i żyć bez nich - nie jest nam łatwo.

Zrywamy je więc opalonymi dłońmi wiejskich chłopaków, przywozimy przed świtem na trzęsących się wozach, zwinnymi palcami kwiaciarek układamy wiązanki, bukiety, naręcza, przetykamy ich żywą barwność sztuczną barwnością wstążek, owijamy w szelest papieru, w przejrzystość i ciszę czyjejś niewidzialnej pracy, aż po przejściu przez wiele rąk zakwitną powtórnie - w glinianym dzbanku, w kryształowym wazonie, w powietrzu przeciętym gestem nieśmiałym lub szczodrym.

Cóż znaczą?

Przede wszystkim własną urodę - i tego wystarczy, aby ich pragnąć, napawać się nimi, zanurzać w nich twarz rozpaloną, przyciskać do powiek i warg.

Wiktor Woroszylski

Kochamy kwiaty...
Wybieramy te, które na myśl przywodzą wspomnienia z dzieciństwa, ogród Babci, wycieczkę do lasu, czy ukochaną łąkę... Nie podążamy za trendami, uważamy, że piękno kwiatów jest ponadczasowe. Nie zmieniamy kwiatów... Nie dekorujemy ich zbędnymi dodatkami... Natura poradziła sobie z roślinami tak dobrze, że nie wymagają dodatkowego upiększania. Wystarczy jedynie piękno to wyeksponować...